Pierwszy wpis, czyli dlaczego nie zawsze słucham mojej kobiecej intuicji

Popularne ostatnio stało się wracanie do swoich korzeni. Szukanie wewnętrznego „ja”. Życie w zgodzie ze swoją kobiecą naturą i odkrywanie głęboko ukrytych zwierzęcych instynktów. Tylko czy teraz, w złotym XXI wieku, czasie rozkwitu technologii i social mediów, nasza pierwotna natura zawsze wie co robić?

Nie zrozumcie mnie źle – jestem pierwsza w kolejce powrotu do „starych dobrych czasów” w wielu aspektach. Choćby mój niedawny poród przekonał mnie, że nie można zrobić rodzącej nic gorszego, niż wsadzić ją na łóżko porodowe i zakazać się ruszać, mówić, myśleć, znieczulić i sztucznie wywołać poród, albo w ogóle wszystko załatwić przez czyste, „bezproblemowe” cesarskie cięcie (nie, nie tak wyglądało MOJE rodzenie). Nie jest to krytyka kobiet, które na użycie wszystkich tych środków się decydują, a raczej systemu, który takie procedury wymusił na dziesiątki lat. W sytuacji porodu moja kobieca intuicja, moje „pierwotne instynkty”, o których naczytałam się w czasie ciąży, rzeczywiście wiedziały co robić, żeby było mi łatwiej. Bez wchodzenia w szczegóły – nie uwzględniało to grzecznego siedzenia na łóżku porodowym. A całkiem niedawno moja własna babcia rodziła swoje dzieci w domu.

Do czego zmierzam? Wczoraj moja kobieca intuicja biadoliła „A może nie ma się co w ten biznes pakować…? Jak zaczniesz pisać to już trzeba będzie to ciągnąć. A ty w ogóle coś masz do powiedzenia? Zajęłabyś się synkiem, co z tego, że śpi albo sam się świetnie bawi, na pewno potrzebuje, żebyś na niego patrzyła.”

Słowem, mój kobiecy tyłek zjadł strach. Przed porażką, słomianym zapałem, który tu i ówdzie daje o sobie znak, krytyką, której nie umiem przyjmować (ale przyznać się, kto umie? I od razu powiedzieć mi, jak to się robi…). Osławiony instynkt powiedział „Anka, co Ty tutaj robisz?”. Bo mój instynkt jest bardzo samozachowawczy i nie pakuje się z zasady w sytuacje niepewne. Lubi te klarowne, co to je można przewidzieć na pół roku wprzód co najmniej.

I gdybym go posłuchała, to byście mnie tu nie widzieli. Tylko ja moim rozumkiem wiem, że mam coś do zaoferowania. I ten rozumek czasem lubi utrzeć nosa intuicji, strachowi, niskiej samoocenie, czasem też mojej pysze.

I wyobraźcie sobie – czasem ma rację.