(Nie)Idealna bluzka do karmienia.

Rozciągnięty dekolt czy nerki na wierzchu? Do tego sprowadza się w większości sytuacji wybór ubrań do karmienia. Możesz albo pokazywać plecy i brzuch podnosząc bluzkę do góry, albo odsłaniać dekolt i dużo więcej, odpinając ramiączko. Są bluzki, w których dekolt jest na zakładkę i można wyciągnąć samą pierś przez otwór – dla mnie, początkującej matki, były szalenie niewygodne. Powiecie, że można założyć drugą bluzkę pod spód. Powiecie, że można przykryć się szalem. Owszem, można. A gdyby tak była bluzka, która osłoni plecy, brzuch i dekolt a jednocześnie zapewni wygodne i dyskretne karmienie? Czy istnieje taka – idealna bluzka do karmienia?

O istnieniu bluzek do karmienia z dostępem z boku dowiedziałam się jakoś w połowie ciąży. Od razu mi się zamarzyła, ale też natychmiast pojawiły się przeszkody. Znalazłam tylko 1 (słownie: jeden) sklep oferujący taki fason. Mogłabym wykupić cały asortyment, tak byłam nimi zachwycona. Odezwał się mój wewnętrzny skąpiec (i dzwoniący w oddali kredyt mieszkaniowy) i pomyślałam, że można by samodzielnie uszyć…

Pierwsze ALE: Brak czasu.

Mogliście już czytać jak poradziłam sobie z tym problemem. Tych, którzy nie widzieli, zapraszam do piątkowego wpisu o BARDZO wolnym szyciu.

Drugie ALE: Brak wykroju.

Pozornie łatwy do rozwiązania problem – wymyśliłam modyfikację wykroju na bluzkę podstawową… którego niestety nie miałam! Byłam jeszcze w trakcie poszukiwania dobrego fasonu, a nie miałam zbyt dużo pojęcia o konstrukcji. Uznałam w końcu, że upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu, wybrałam z posiadanych numerów Burdy wykrój do zmodyfikowania. Na warsztat wzięłam wykrój sukienki nr 4C z Szycia krok po kroku 1/2016.

Szycie krok po kroku mod. 4C
Model, na którym bazowałam tworząc moją bluzkę.

Zmiany, które wprowadziłam to:

  • oczywiście usunięcie spódnicy,
  • wydłużenie góry do linii bioder,
  • usunięcie zaszewek przodu i tyłu – bluzka miała być prosta i luźna w talii,
  • zmiana kształtu dekoltu na „łódkę”,
  • na podstawie wykroju przodu bluzki zrobiłam dwie warstwy: luźniejszą wierzchnią i bardziej dopasowaną spodnią – od biustu w dół.

Rzecz jasna ostatnia zmiana była kluczowa.

I co zostało z oryginalnego wykroju? Rękawy. 🙂

Efekty

Długo się wahałam w jakiej formie zaprezentować bluzkę. Mam silne opory przed pozowaniem, ale zdjęcia ubrań na wieszakach nawet w połowie nie pokazują ich rzeczywistego wyglądu i funkcjonalności. W wypadku tej bluzki było to szczególnie istotne, dlatego ostatecznie poniżej możecie obejrzeć bluzkę na mojej skromnej osobie.

Nie obyło się bez błędów…

…które traktuję bardziej jako wnioski na przyszłość.

  1. Za mało elastyczny materiał. Bluzka z założenia ma być rozciągana, więc dobrze, żeby materiał był sprężysty. Ten model uszyłam z dżerseju w 100 % bawełnianego (możecie go znaleźć tu), a przydałaby się domieszka elastanu.
  2. Za mało nachodzące na siebie warstwy. To najistotniejszy problem, ale nawet jestem zadowolona, że wyszedł i dał mi pole do przyszłej modyfikacji. Otóż otwór między wierzchnią i spodnią warstwą spodu jest „na styk”. Kiedy założę bluzkę wszystko gra, ale gdy zaczynam się poruszać, odsłania się przerwa pod pachą, której nie powinno być. Wniosek – wykrój do lekkich poprawek. 🙂
  3. Nieoptymalne wykończenie. O ile dekolt wykończony odszyciem bym zostawiła, to dół i rękawy chętniej widziałabym wykończone ściągaczem, a nie, tak jak tu, podwinięte. Chyba zwiodła mnie tu chęć szybkiego skończenia bluzki i nie przemyślałam sprawy – dół zwija się przy noszeniu i ściąga spodnią warstwę przodu.

Już wiecie skąd to „nie” w tytule. 🙂

Przy tym wszystkim bluzka jest ładna (w mojej opinii) i bardzo wygodna – punkt 2 znosi trochę wadę z punktu 1.

Jestem szalenie dumna z tej bluzki. Z tego, że popchnęła moje szycie do przodu, że to pierwsze „poważne” ubranie, które uszyłam i noszę (!), a najbardziej chyba z wykroju, który własnoręcznie przerobiłam. A jak zobaczycie niedługo – to nie wszystko…
Oczywiście, karmię Syna też w innych bluzkach, nie są bardzo niewygodnym rozwiązaniem. Ale zdarzało się, że sprawiały mi problemy, m.in. w miejscach publicznych. A wy? Macie jakieś doświadczenia i przemyślenia w związku z ubiorem przy karmieniu piersią?