Kwiat japońskiej wiśni – bluzka do karmienia w nowej odsłonie

Lubię próbować moich sił w nowych rzeczach. Niestety cechuje mnie też często słomiany zapał i pojawia się zniechęcenie, gdy coś nie daje natychmiastowych efektów albo nie idzie tak dobrze jak miałam nadzieję. Mogło tak być i z tą bluzką – ale nie było. Mam nadzieję, że jeszcze Wam się nie znudziła, bo oto przed wami bluzka do karmienia w najnowszym wydaniu.

Udawanie, że nie ma się wad jest głupie i bezcelowe – i tak nikt w to nie uwierzy. 😉 Jestem świadoma swoich (być może nie wszystkich) i wszystko co mogę to próbować je temperować.

Oczywiście, że natychmiastowym odruchem po skończeniu pierwszej bluzki do karmienia była chęć rzucenia jej w kąt i powrót do gotowych, sprawdzonych, BEZPIECZNYCH wykrojów. Kolejne jej wersje też wymagały prucia i poprawek. Ale nie dałam się temu odruchowi i widzę teraz stopniową poprawę jakości tego co szyję – w wykończeniach, tworzeniu wykroju, skupieniu na detalach. I wiecie co? Daje to co najmniej tyle samo satysfakcji co ekspresowy sukces, a za to trwa ona dużo dłużej i podsyca motywację, która także na dłużej starczy.

Po tych przydługich rozważaniach – do rzeczy!

Dzisiejsza bluzka do karmienia jest w wersji bez rękawów, z przepięknej bawełny z elastanem z motywem kwiatu wiśni (od Metry i Centymetry).

 

Po pierwsze – materiał

Jeśli pamiętacie moje pierwsze podejście do tego modelu, to wiecie, że jednym z problemów był za mało elastyczny materiał. Tym razem chyba znalazlam idealną domieszkę elastanu (ok. 7%). Dzianina nie sprawia żadnych trudności przy odsłanianiu piersi do karmienia i się nie odkształca (do tej pory przynajmniej :)).

Wykończenia

Dół bluzki do karmienia wykończyłam moim ulubionym, już sprawdzonym sposobem – 5-centymetrową listwą. Ma ona obwód ok. 4-5 cm węższy niż dolna krawędź bluzki, dzięki czemu całość nie podwija się przy karmieniu.

 

Do wykończenia rękawów i półokrągłego dekoltu użyłam plisy, którą następnie przeszyłam po materiale w odległości ok. 3 mm od szwu. To kolejne miejsce, w którym widzę moje postępy – nigdy do tej pory nie udało mi się tak równo i uważnie przyszyć lamówki albo plisy. Cóż, po raz kolejny przekonuję się, że w szyciu pośpiech nie popłaca. 🙂

Celowo wpis ten jest tylko częściowo prezentacją bluzki.

Chciałam się z Wami podzielić też tym, że efekty w szyciu nie przychodzą same, ale przy odpowiedniej dozie wytrwałości można dojść do co najmniej zadowalających efektów. Zawsze było dla mnie ogromną motywacją widzieć osoby, którym coś wyszło… ale nie od razu. Dlatego i ja piszę o  tym jak to wygląda u mnie.

Jeśli więc zastanawiacie się czy zacząć szyć (lub robić cokolwiek innego) albo już próbowaliście, ale straciliście zapał: igły w dłoń, stopki w ruch i do dzieła!
P.S. A jak jest u was w tym temacie? Kontynuujecie zaczęte projekty, czy raczej szybko się zniechęcacie? Podzielcie się w komentarzu Waszymi historiami, to nadal jest dla mnie (i dla innych) super motywacją!