Szyć czy nie szyć? Jasne, że szyć!

W ostatnim miesiącu mój synek zaczął chodzić. Nawet ci, którzy nie mają dzieci wiedzą, że to duży krok milowy w jego rozwoju. Ja sama zrobiłam taki krok w szyciu – tak widzę decyzję o zakupie overlocka i gigantycznej książki do konstrukcji. Nie twierdzę, że sam zakup zapewni mi rozwój, ale widzę, że wiedza i możliwości jakie mi daje, są o poziom wyżej niż to, z czym miałam dotychczas do czynienia.

Wkraczając w nowy, nieznany świat, chciałam z jednej strony uporządkować zdobytą już wiedzę, a z drugiej oddać trochę tego, co sama otrzymałam za darmo od innych. Dlatego dzisiejszym wpisem otwieram cykl #Raczkuję w szyciu, w którym podzielę się z wami moją wiedzą opartą na doświadczeniu z zakresu szycia, a potem może i konstrukcji odzieży. Nazwa, jak się domyślacie, zainspirowana została nowym etapem w życiu Michałka i moim zdaniem dobrze oddaje to, co chcę Wam przekazać – żeby dobrze chodzić, trzeba najpierw nauczyć się raczkować. 🙂

Na końcu wpisu znajdziecie aktualną listę wpisów, jakie powstały w tym cyklu.

A w ogóle warto szyć..?

Powiecie, że przecież chodzić trzeba, a szyć nie każdy musi. Owszem, ale jak się raz spróbuje, to potem trudno przestać. Pamiętam moją radość z pierwszej uszytej czapki. A może to kocyk był pierwszy..? Grunt, że było krzywo, niezabezpieczone szwy zaraz zaczęły się pruć, a byle jaki materiał mechacić. Ale wiecie, łączycie dwa kawałki materiału, wsuwacie je pod stopkę, robicie ten falowany szew (mimo, że miał być prosty) i… To wygląda jak kocyk! I pełni funkcję kocyka! I nikt takiego nie ma! Nagle przestaje was ograniczać wybór w sklepie, rozmiary, wzory, nagle czujecie, jak świat staje przed wami otworem.

Udało mi się znaleźć zdjęcie jednej z pierwszych rzeczy, jaką uszyłam – kocyk/kołderka dla mojego chrześniaka. Wiecie, jaka byłam z niego dumna?

Oczywiście, nie zawsze jest tak wzniośle. Chcecie więcej, chcecie trudniej, okazuje się, że jednak jakieś umiejętności do tego są potrzebne. Ale bakcyl jest już połknięty.

Na pytanie „czy zacząć szyć?” ja odpowiadam: TAK!

A poniżej kilka argumentów, które może i Was przekonają:

  • dzika satysfakcja z tworzonych rzeczy
  • możliwość dawania personalizowanych prezentów (poniżej zdjęcie pokrowca na druty, który też jakoś na początku uszyłam dla mojej Mamy – pisałam o nim TUTAJ. Jest dużo niedociągnięć, ale Mama do dziś używa!)

  • brak ograniczenia asortymentem sklepów (chyba że sklepów z materiałami)
  • szycie to doskonałe ćwiczenie cierpliwości i wytrwałości
  • to chwila dla ciebie i tylko dla ciebie (jak bardzo to jest istotne zrozumieją na przykład mamy)
  • docelowo masz możliwość szycia ubrań na swój wymiar: koniec ze skracaniem spodni, rękawów albo gołymi kostkami i za krótkimi spódnicami!
  • rozwijamy obie półkule – umiejętności zarówno matematyczne jak i twórcze; to doskonała gimnastyka dla mózgu
  • społeczność szyciowa jest ogromna – to nieprzebrane źródło inspiracji i motywacji do dalszego rozwoju
No dobra, ale przyznam, szycie nie jest dla każdego.

Szycie nie jest dla Ciebie, jeśli:

  • nie akceptujesz procesu uczenia się i chcesz natychmiast spektakularnych efektów
  • twoja doba i tak już jest za krótka – i nie mówię o złej organizacji (z tym można sobie poradzić, np. szyciem małymi kawałkami), tylko o tym, że masz 30 godzinnych spotkań w 24-godzinnej dobie. Te 15 minut na szycie jednak by się przydało.

  • szycie nie sprawia ci radości, a w ubraniach sklepowych wyglądasz jak modelka
  • widzisz szycie jako super sposób na zaoszczędzenie pieniędzy
No właśnie, ile kosztuje szycie?

Ostatni punkt pisałam z ciężkim sercem. Na początku byłam zachwycona, że mogę kupić materiał za 12 zł i mieć bluzkę, podczas gdy kupiona w promocji za 30 zł i tak źle na mnie leży. O moim rozczarowaniu jakością taniego materiału wspominałam jednak w niedawnym wpisie o żółtym swetrze. To podejście zmienia się stopniowo: jakość materiałów nabiera znaczenia (a co za tym idzie rośnie ich cena), ilość kupowanych materiałów rośnie i cały czas chcesz więcej i więcej. I nagle życie przestaje być super tanim hobby. Na pocieszenie dodam że przechodzi też moment opamiętania i etap, na którym jestem obecnie, czyli wykorzystywanie stosów kupionych materiałów.

No i zmniejsza się kwotą pieniędzy wydawanych w sklepach odzieżowych – sami oceńcie, czy w Waszym wypadku to oszczędność, czy nie. 😉 Może jednak się opłaci?

Jak się przekonać, czy szycie jest dla mnie?

Spróbować! Nie ma innej drogi. Można poszukać w internecie tutoriali, można próbować na własną rękę. Jeśli nie chcecie błądzić na oślep, to możecie skorzystać z opcji, którą ja wybrałam i pójść na kurs. Wiele placówek oferuje coś w rodzaju „lekcji próbnej” – w ciągu jednego posiedzenia w ok. 3-4 godziny zostaną Wam wyjaśnione podstawy obsługi maszyny i uszyjecie coś prostego (kosmetyczkę, torbę na zakupy) od początku do końca. Kosmetyczka uszyta na „Wstępie do szycia” nadal mi służy.

Po tych 4 godzinach byłam przekonana, że szycie zagości w moim życiu na dłużej.

Jeśli jeszcze potrzebujecie trochę zachęty, zostańcie ze mną. W kolejnych wpisach w cyklu postaram się odsłonić nieco tajniki szycia dla początkujących.
Macie pytania albo chcecie, żebym poruszyła jakiś temat w cyklu? Dajcie znać na maila lub w komentarzu (zwróćcie uwagę, że nie ma konieczności rejestracji ani logowania – można komentować jako gość).

 

Dotychczas w cyklu pojawiły się:

  1. Szyć czy nie szyć? Jasne, że szyć! – w którym pomagam znaleźć odpowiedź na pytanie, czy warto zacząć szyć
  2. Co jest konieczne, żeby zacząć szyć? – czyli co wybrać z ogromu akcesoriów szyciowych na początek – bez czego da się szyć
  3. Na głęboką wodę! – szyjemy torbę na zakupy – instrukcja szycia materiałowej torby na zakupy
  4. „Przydasie” szyciowe – co nam ułatwi szycie?